Szaleńczy amok ideologii
Czasem daje się słyszeć, że ktoś taką czy inną ideologię porównał do zarazy. Porównanie to jest bardzo trafne, bo chociaż bywają ideologie mniej szkodliwe i wrogie chrześcijaństwu, jednak każda jest szkodliwa dla duszy, jak trucizna, tylko niektóre lepiej smakują. Nie należy mylić ideologii z ideą. Idea jest wynikiem pracy rozumu i podlega krytycznej ocenie rozumu, ideologia niewoli rozum, ponieważ zawsze jest z rozumem sprzeczna.
Doskonale o tym wiedzieli obrońcy Polski w roku 1920. Gdy napastnik chory nienawiścią wynikającą z ideologii komunistycznej ruszył na zachód, Polacy stanęli do czynnej obrony kraju. Nie dialogowali, bo ze złem nie prowadzi się dialogu. Bronili nie tylko niepodległości, nie tylko życia swoich bliskich, ale przede wszystkim bronili duszy, którą komunizm chciał unicestwić.
To zło nie powstało z dzieł Lenina, tak jak nieco później podobne bardzo zło nie powstało z myśli Hitlera. Źródło tych bliźniaczych ideologii pragnących zniszczenia w człowieku wiary jest u samych początków człowieka, w ogrodzie Eden. Tak, źródłem ideologii jest szatan i każdy kto daje się posiąść zwodniczym obietnicom głoszonym przez bezmyślnych ludzi, staje się niewolnikiem pozbawionym zdolności swobodnego myślenia.
W każdej epoce mamy do czynienia z podobną zarazą ideologiczną. Kiedyś był to nazizm i komunizm, które zaczadziły ludzkie umysły do stanu nie znanego w historii. Szaleńczy amok w imię postępu, równości i braterstwa, w imię narodu i tym podobnie, doprowadził do potwornych zbrodni. Zbrodnia jest właśnie konsekwencją każdej ideologii.
Liberalizm, dzisiaj niemal świętość, głoszący idee wolności jest współczesnym kłamstwem i niewielu chce zauważyć, że ilość zbrodni tej ideologii w niczym nie odbiega od komunizmu czy nazizmu. Wystarczy policzyć morderstwa na dzieciach nienarodzonych, czy eutanazje. Zbrodnie, których nie ogląda się na ulicy, więc można udawać, że ich nie ma, że nie ma milionów ludzi zamordowanych dla wygody. Bo jak zawsze chodzi tylko o jedno, o zakwestionowanie dekalogu, Bożego prawa. Złu chodzi tylko o śmierć.
Dzisiaj zło ubiera śmierć moralną w kolorowe opakowania, czasem nawet kradnąc chrześcijańskie symbole. Zgniliznę moralną przykrywa się flagami z tęczą, głosząc fałszywe hasła o prawie do miłości, a każdą krytykę traktuje się jak fizyczną napaść. Nie dajmy się oszukać. To jest takie samo zło jak sto lat temu czerwona zaraza, jak nieco później zaraza brunatna. Wolność bez szacunku dla prawa moralnego nie istnieje.
Hasłem, którym uderza się teraz w chrześcijan broniących przestrzeni publicznej przed zgorszeniem, jest tolerancja. Mamy tolerować, a więc zgadzać się, aby zło, deprawacja, zboczenia i wszelka zgnilizna miały prawo wdzierać się w każdy obszar przestrzeni publicznej. Mamy uznać zło na równi z dobrem, a właściwie uznać, że podział na dobro i zło nie istnieje. Na to zgody być nie może. Mamy pełne prawo i obowiązek bronić nasze dzieci przed wpływem deprawatorów, mamy prawo bronić przestrzeni publicznej przed jawnym zgorszeniem, mamy obowiązek bronić się przed ideologiczną zarazą, bo obojętność skończy się duchową śmiercią.
Zło należy zwyciężać dobrem, więc trzeba jak najbardziej angażować się w tworzenie dobra, a więc przede wszystkim w ewangelizację, w głoszenie Chrystusa, głoszenie miłości prawdziwej, pamiętając, jednakże, że miłość oznacza również wymagania, pewien porządek duchowy i moralny i nie ma nic wspólnego z hasłem „rób ta co chceta”. Zarazę należy najpierw zwalczać u siebie, uczciwym życiem, sakramentami, modlitwą, szacunkiem dla bliźnich, ale też jednoznaczną postawą moralną, bez kompromisów wobec zła.
Ze złem nie prowadzi się dialogu.
